Let's boycott Nobel Peace Prize from Norway because of "Legal Kidnapping" there!
Kosmetyki z mlekiem klaczy

Krótka historia imigrantów w polskiej muzyce rozrywkowej

Krótka historia imigrantów w polskiej muzyce rozrywkowej

Rewolucję w polskim jazzie wywołali uchodźcy z III Rzeszy, a prasa przed wojną lamentowała, że afrykańscy muzycy zabierają pracę rodzimym artystom. Dzieci greckich komunistów występowały w girlsbandach i na Warszawskiej Jesieni. Nie tylko Polacy pisali historię polskiej muzyki.

O dokonaniach rodaków za granicą zapisano tomy, znacznie mniej wiemy o przybyszach, którzy wnieśli swój wkład w polską kulturę. Można odnieść wrażenie, że z Polski się tylko wyjeżdżało, począwszy od Wielkiej Emigracji pierwszej połowy XIX wieku na marcu ’68 kończąc. Kanon polskiej muzyki rozrywkowej tworzyli jednak nie tylko Polacy i Żydzi, ale też uchodźcy z sąsiednich krajów, imigranci zarobkowi i ludzie, którzy do Polski trafili przypadkiem i tak już zostali. Oto niektórzy z nich

Krótka historia imigrantów w polskiej muzyce rozrywkowej

Historia polskiego jazzu nie zaczęła się podczas katakumbowych jam session czasów stalinizmu, lecz na parkietach modnych lokali międzywojnia, gdzie furorę robił swing. Gdy jedni oddawali się "psychozie tańca", drudzy uskarżali się  na "jazzbandytyzm", "dziki murzyński chwast" (to Kornel Makuszyński, który nie cierpiał jazzu). W artykule "Ciemne typy na jasno oświetlonych salach. Jak się „bawi” Warszawa?" opublikowanym w "Rzeczpospolitej" w 1929 roku czytamy:
Na estradzie ukazuje się oryginalny "importowany" czarny "towar" i murzyńskiemi ruchami, "egzotyczną" grą na saksofonie pragnie oszołomić słuchaczy. Po każdym "kawałku" otrzymuje rzęsiste brawa! Bo to murzyn gra! Jakby tego nie potrafił zrobić może nawet lepiej muzyk Polak?


Sukcesy Sama Salvano świadczą o tym, że konserwatywni krytycy nie przekonali publiczności. Był on przede wszystkim perkusistą, ale też stepował i śpiewał w pięciu językach – nic dziwnego, że na otwarciu słynnej warszawskiej Adrii był gwiazdą programu. I choć pochodził z Kongo, na afiszach pisano: "prosto z Nowego Jorku".

Salvano grał w orkiestrze Karasińskiego i Kataszka, uznawanej za pierwszy polski zespół stricte jazzowy, bo nie odtwarzał wiernie przywiezionych z Ameryki nut, ale postawił na improwizację. Orkiestra zaczynała karierę w lokalach stolicy, by z czasem stworzyć objazdową rewię, która po podboju dansingów i kurortów wyruszyła w roczną trasę od południowej Europy, przez Bliski Wschód, po Indie. O ich popularności może świadczyć fakt, że zostali zatrudnieni do kampanii promującej amerykańskie motocykle marki Indian.

Krótka historia imigrantów w polskiej muzyce rozrywkowej

Zagranicznymi muzykami w orkiestrze byli także węgierski gitarzysta Imre Berta, amerykański saksofonista Henry Nattan i multiinstrumentalista Georg Scott, który wcześniej związany był z innym pionierskim ansamblem – Henryka Golda. Scott urodził się w Tbilisi jako syn Afroamerykanina, robiącego na Kaukazie naftowe interesy i Polki pochodzenia szwedzkiego. Był aktywnym muzykiem także w czasie wojny. Miał amerykańskie obywatelstwo i nie obowiązywały go zarządzenia władz niemieckich wobec Polaków: mógł, np. posiadać radio, co wykorzystywali zarówno jego koledzy z AK, jak i jazz-entuzjaści.

Innym czarnoskórym jazzmanem osiadłym przed wojną nad Wisłą był August Agbola O'Brown. Urodził się w Nigerii, do Polski trafił z Londynu via Wolne Miasto Gdańsk w 1922 roku. Był perkusistą z początku w lokalach krakowskich, później przeniósł się na stałe do Warszawy. W czasie wojny zaangażował się w konspirację: pomagał uciekinierom z getta, kolportował podziemną prasę, brał udział w Powstaniu warszawskim (ps. Ali) jako strzelec batalionu "Iwo". Po wojnie dalej grał. Jego osoba zaważyła na tym, że polski zespół z którym występował reklamował się jako orkiestra murzyńska.

Moda na "egzotyczność" miała się dobrze również w teatrzykach i wodewilach. Za jej sprawą w Polsce znalazła się pochodząca z Tahiti Reri, wieloletnia partnerka Eugeniusza Bodo. Ten specjalnie dla niej napisał scenariusz filmu "Czarna perła", w którym wykonywała piosenkę o tytule "Dla ciebie chcę być biała".

Krótka historia imigrantów w polskiej muzyce rozrywkowej

Okrzykiem "swing heil!" witała się zasłuchana w jazzie niemiecka młodzież, kontestująca rzeczywistość III Rzeszy. Po dojściu nazistów do władzy swingujący Berlin, nękany przez Gestapo, zszedł do podziemia, jednak większość muzyków z obawy o swoje życie wybrała ucieczkę.

"Być Żydem i grać muzykę Murzynów było niebezpiecznie, nawet jeśli miało się na imię Adolf"- żartował Ady Rosner (o którym za moment). Głównym kierunkiem emigracji były oczywiście Stany Zjednoczone, jednak ci którzy nie chcieli lub nie mogli jechać za ocean, przenosili się na Wschód, przede wszystkim do Warszawy. Wpłynęło to ożywczo na scenę muzyki synkopowanej nad Wisłą:

-Napływ z Berlina wysoko wykwalifikowanych instrumentalistów mocno wstrząsnął naszymi orkiestrami tanecznymi, zmusił je do wymiany dobrych muzyków na doskonałych i wybitnych, wysoko podniósł też poprzeczkę artystyczną. Oto raptem pojawili się tłumnie (…) rozmaici Rosner Players, Jolly Boys, Speedy Boys i Sam Weinroth Syncopators. Sądząc, że to tylko nowa moda, niektóre polskie zespoły początkowo dla niepoznaki zangielszczyły, bądź zmieniły swe nazwy (przykładem choćby Jazz d’Or Karasińskiego i Kataszka), wkrótce jednak zostały zmuszone do zreformowania się, reorganizacji.  "Panowie, mamy konkurentów!" – przestraszyli się sławni bandliderzy. Konkurenci rzeczywiście byli groźni. – pisał Dariusz Michalski.

Krótka historia imigrantów w polskiej muzyce rozrywkowej

Jednym z nich był wspomniany Ady Rosner, który podczas tournée po Włoszech spotkał Louisa Armstronga, niekwestionowanego króla trąbki. Pomiędzy trębaczami doszło do muzycznego pojedynku. Satchmo co prawda wygrał, ale w uznaniu wręczył Rosnerowi fotografię z dopiskiem "białemu Louisowi Armstrongowi".  Podobno konkurent w rewanżu dał mu swoją fotografię z dedykacją "czarnemu Ady’emu Rosnerowi".

Jazz w przedwojennej Polsce nie miał wygórowanych ambicji artystycznych, była to przede wszystkim użytkowa muzyka rozrywkowa. O kunszcie Rosnera może jednak świadczyć to, że jego publiczność na fajfach zamiast zwyczajowo tańczyć wsłuchiwała się w występ. Był też sprawnym biznesmenem, otworzył w Warszawie własny klub, który nazwał Chez Adi.
Po wybuchu wojny Ady Rosner uciekł do Rosji, o jego losach opowiada film "Jazzman z gułagu".

W ZSRR polecono mu stworzyć Państwową Orkiestrę Jazzową Białoruskiej Socjalistycznej Republiki, z którą koncertował po całym kraju: grywał w szpitalach wojskowych i lazaretach, legenda głosi, że prywatny koncert zamówił Stalin. Po wybuchu zimnej wojny pojawiło się jednak hasło "kto dziś gra jazz, jutro zdradzi ojczyznę!", a Stalin zaczął grać antysemicką kartą. W 1946 roku oskarżono Rosnera o "kosmopolityzm" i zesłano do magadańskiego łagru. Przeżył tam 8 lat, prowadząc obozową orkiestrę.

Krótka historia imigrantów w polskiej muzyce rozrywkowej

Innym żydowskim jazzbandem, który przeniósł się po 1933 roku do Warszawy była orkiestra Arkadego Flato. Zespół cieszył się taką renomą, że współpracę z nim natychmiast podjęło Polskie Radio. Jego kapelmistrz zasłynął jako aranżer argentyńskich tang, potrafił też swingowo grać na skrzypcach. Wojny nie przeżył, krążą różne wersje na temat okoliczności jego śmierci. Według jednych zginął w Treblince lub w Trawnikach, według drugiej popełnił samobójstwo w warszawskim getcie.

Po zwycięstwie bolszewików Warszawa stała się jednym z ośrodków tzw. "białej emigracji" z ZSRR. Zamieszkało tu wielu wojskowych, działaczy politycznych, ale też artystów. Wśród nich Aleksander Wertyński.


Był prawdopodobnie najsłynniejszym rosyjskim piosenkarzem międzywojnia, choć po rewolucji październikowej zaczęła się jego ćwierćwieczna imigrancka odyseja. W tym czasie mieszkał między innymi w Konstantynopolu, Paryżu, Szanghaju, otarł się o Hollywood, parę lat zabawił też w Warszawie. Sam pisał teksty swoich utworów (na polski tłumaczyli je m.in. Julian Tuwim i Jonasz Kofta), łącząc tradycje rosyjskiego romansu z aurą dekadentyzmu.

Krótka historia imigrantów w polskiej muzyce rozrywkowej

Śpiewał o życiu wielkomiejskiej cyganerii, burzliwych miłościach, uzależnieniu od narkotyków. Klimat dopełniała jego sceniczna kreacja Pierrota – smutnego clowna, oszczędny czarno-biały kostium, pobledzona pudrem twarz. W II RP na jego punkcie zapanowało szaleństwo na kształt beatlemanii. Nie brak było głosów krytycznych zarówno ze strony jego pobratymców na emigracji, jak i rodzimych obrońców moralności. Tak opisywał jego białostocki występ zaniepokojony recenzent:

-Na scenie stał blady jak śmierć, z przeczulonymi wskutek czegoś nerwami artysta i słabiutkim głosem odśpiewywał swoje piosenki kokainowo wokalne. Białostockie zaś kokainistki, nimfomanki, sadystki i adeptki miłości lesbijskiej, podniecone jego produkcjami z gorejącymi od zachwytu i niezdrowego rozczulenia oczami, biły oklaski i ryczały z zachwytu. Owacje te to był istny sabat białostockich degeneratek począwszy od podlotków aż do przejrzałych matron.

Inny, odniósł się do nagonki na Wertyńskiego taką ripostą:

Krótka historia imigrantów w polskiej muzyce rozrywkowej

-Wertyński jest tylko zwierciadłem swojej epoki. I nie można przeklinać zwierciadła, jeśli ma się krzywą mordę!

Sam zainteresowany niespecjalnie się tą krytyką przejmował: w końcu był tu gwiazdą i w swoich wspomnieniach do pobytu w Polsce odnosił się z rozrzewnieniem. O jego wyjeździe zadecydował prozaiczny fakt - nie przedłużono mu wizy z zezwoleniem na występy.

Życie nocne międzywojennej Warszawy, to nie tylko jazzowe nowinki, lecz przede wszystkim teatrzyki i kabarety. Z tym środowiskiem związana była Fanny Gordon. Urodziła się w Jałcie na Krymie, po 1917 roku jej rodzina wyemigrowała do Polski. Była jedyną kompozytorką muzyki popularnej w II RP, samouczką, nieznającą podobno zapisu nutowego.

Krótka historia imigrantów w polskiej muzyce rozrywkowej

Teksty do jej utworów pisali m.in. Jan Brzechwa i Andrzej Włast, a wykonywali choćby Mieczysław Fogg czy Albert Harris. Współcześnie jej najbardziej rozpoznawalną piosenką jest "Bal u starego Joska", spopularyzowany przez Stanisława Grzesiuka jako "Bal na Gnojnej" i mylnie uważany za wyrosły z miejskiego folkloru.

Pośrednio dzięki rewolucji znalazł się w Polsce też gwiazdor przedwojennej konferansjerki, reżyser i dyrektor wielu warszawskich kabaretów, Fryderyk Járosy. Z pochodzenia był Węgrem, w plebiscycie po rozpadzie monarchii habsburskiej wybrał narodowość austriacką, a przed 1917 rokiem mieszkał w Rosji. Potem związał się z "Niebieskim Ptakiem", kabaretem rosyjskich emigrantów, z którym trafił w 1924 roku na gościnne występy nad Wisłą.

W Warszawie został, według jednych z miłości do Hanki Ordonówny, według drugich, dlatego, że tu miał większe możliwości rozwoju dla swojej wymarzonej reżyserskiej kariery. Kariera rzeczywiście rozwijała się imponująco – działał w najpopularniejszych scenkach stolicy: Cyruliku Warszawskim, Cyganerii, Bandzie, Qui Pro Quo.

Krótka historia imigrantów w polskiej muzyce rozrywkowej

Po wrześniu 1939 roku nie chciał podpisać Reichlisty i prowadzić teatru "nur für Deutsche", za co został aresztowany. Z transportu zbiegł, ukrywał się pod nazwiskiem Franciszek Nowaczek, między innymi na terenie warszawskiego getta, wiedząc, że tam Niemcy nie będą go szukać. Konspirował, po upadku powstania warszawskiego trafił do Buchenwaldu. Po wojnie wyjechał do Londynu, nowe władze pozbawiły go nadanego przed wojną polskiego obywatelstwa. Stamtąd pisał do Stefanii Grodzieńskiej i Jerzego Jurandota:

-Pozdrówcie ode mnie najserdeczniej wszystkich wspólnych przyjaciół i tę ziemię, która mi przez dwadzieścia lat dała tyle radości życia i w którą, nie będąc Polakiem, tak wzrosłem, że ani kląć, ani kochać już nie potrafię inaczej, jak po polsku.

W pierwszych powojennych latach starano się wskrzesić ducha swingowych orkiestr. Trwało to do 1949 roku, kiedy Związek Kompozytorów Polskich potępił jazz jako burżuazyjny i imperialistyczny wynalazek. Ironią losu jest fakt, że właśnie wtedy przestawała być to muzyka wyższych sfer. Wśród bikiniarzy można było spotkać i dzieciaki z inteligenckich domów i z robotniczych dzielnic. Z podziemia jazz zaczął wychodzić około roku 1954, by ostatecznie zatryumfować na I Festiwalu Jazzowym w Sopocie w 1956 roku.

Krótka historia imigrantów w polskiej muzyce rozrywkowej

-Zdaliśmy sobie sprawę, że grając jazz, zachowujemy w Polsce malutką powłoczkę kultury zachodniej. Byliśmy wtedy bardzo młodzi, więc nawet za bardzo się nie baliśmy – wspominał legendarny Jerzy "Duduś" Matuszkiewicz.

Wspomnieć tu należy trzy, czołowe wówczas, wokalistki. Nie umniejszając ich talentu, zagraniczne pochodzenie ułatwiało im karierę wśród kosmopolitycznie zorientowanej jazzowej publiki.


Jeanne Johnstone przyjechała do Polski z mężem, lotnikiem walczącym w bitwie o Anglię.  Śpiewała z nieomal wszystkimi najważniejszymi zespołami pierwszej powojennej dekady, i tymi odwołującymi się do swingowej czy dixielandowej tradycji, jak zespół osiadłego w Polsce czeskiego saksofonisty Charlesa Bovery’ego, czy flirtującymi z nowoczesnym wtedy bebopem jak Melomani.

Krótka historia imigrantów w polskiej muzyce rozrywkowej

Drugą z nich była Elizabeth Charles, Mulatka ze Szkocji. Kiedy i z jakiej okazji przyjechała do Polski – nie wiadomo. Już w 1945 roku występowała w reaktywowanej orkiestrze Karasińskiego. Przez pięć lat była solistką arcypopularnego zespołu Zygmunta Wicharego, który wprowadził jazzującą muzykę do mainstreamu.

Solistką u Wicharego była też Carmen Moreno. Jej ojciec pochodził z Mysłowic, matka z Andaluzji. Poznali się w Paryżu i założyli duet taneczno-akrobatyczny Los Morenos. Dzieciństwo spędziła z rodzicami w trasie, występując na przeróżnych estradach Południowej Ameryki i Zachodniej Europy. Debiutowała, tańcząc kubańska rumbę w Nicei w wieku 5 lat, po raz pierwszy zaśpiewała jako siedmiolatka na deskach londyńskiego teatru Alhambra. Wojna przerwała ten karnawał:

-Ojciec zaginął w zawierusze wojennej, w 1945 razem z matką dotarłam do Mysłowic, do rodziny taty. Dla obydwu z nas wszystko było tu nieznane: kraj, ludzie, język, całe to nowe życie. O powrocie na estradę żadna z nas nie myślała: ja miałam już siedemnaście lat i znalazłam pracę w Sosnowcu jako ekspedientka w sklepie odzieżowym… Trwało to do 1954 roku, kiedy moja sąsiadka namówiła mnie, żebym poszła na próbę zespołu estradowego, który tworzył Zygmunt Wichary i szukał piosenkarki. (…) z Wicharym przejechałam prawie pół Europy – tę drugą połowę oczywiście, której jako dziecko nie znałam, czyli Węgry, NRD, Czechosłowację i Związek Radziecki.

Jej mężem został Jan Walasek, uznawany za jednego z najlepszych saksofonistów tamtych czasów. I tak jak jej rodzice tworzyli combo taneczne, tak z nim stworzyła partnerskie combo jazzowe.

Jej imieniem nazwana jest główna ulica uzbeckiego miasta Urgencz i jedna z planetoid Układu Słonecznego, odkryta przez radziecką astronomkę. To zresztą nie jedyny związek artystki z sowieckim programem kosmicznym – piosenka "Nadzieja" (Надежда) była traktowana przez kosmonautów jak "talizman", słuchali jej dla otuchy przed lotami.

O kim mowa? Oczywiście o Annie German. W Polsce pamięć o niej odżyła na fali popularności wyświetlanego w telewizji serialu biograficznego, w krajach byłego Związku Radzieckiego jest od lat niezmiennie otoczona kultem. Być może duża zasługa w tym, że po rosyjsku śpiewała bez akcentu, wszak był to jej pierwszy (oprócz niemieckiego) język.

Rodzice piosenkarki poznali się w dzisiejszym Uzbekistanie. Matka, Imra Martens, pochodziła z rodziny holenderskich mennonitów, którzy uciekając przed prześladowaniami religijnymi, osiedlili się na rosyjskim Kubaniu. Ojciec, Eugen Hörmann był synem niemieckiego pastora, urodził się w carskiej wówczas Łodzi, większość życia spędził na Ukrainie. Do Środkowej Azji trafił, próbując przedostać się tamtędy do Iranu, a następnie wyemigrować do Europy. 

Poznawszy Imrę pozostał tam, ale rodzina musiała się ukrywać przed NKWD. W 1938 roku, gdy Anna miała dwa lata, Eugen został rozstrzelany pod zarzutem szpiegostwa, a jego żonę i córkę zesłano do Kirgizji. Drugie małżeństwo matki z oficerem Ludowego Wojska Polskiego pozwoliło im po wojnie osiedlić się w PRL.

W Uzbeckiej SSR urodziła się też inna gwiazda lat sześćdziesiątych. Michaj Burano pochodził z romskiego szczepu Lowari, od 6 roku życia występował w prowadzonym przez ojca Zespole Pieśni i Tańca Cyganów Mołdawskich. Podczas trasy koncertowej po Polsce rodzina zatrzymała się na przedmieściach Lublina. Tak opowiadał w wywiadzie dla „Sztandaru Młodych”:

-W Lublinie (…) ojciec był przywódcą społeczności cygańskiej, zajmował się osiedlaniem Cyganów, zapewnianiem pracy, namawiał by posyłali dzieci do szkoły, prowadził zespół muzyczny. Ale mnie nie interesowała jego muzyka. Słuchałem Radia Luksemburg.

Czternastolatek znalazł się w Trójmieście i tam dołączył do powołanego przez Franciszka Walickiego zespołu Rhytm&Blues, uważanego za pierwszy rock’n’rollowy zespół w Polsce. Wtedy to przyjął artystyczny przydomek Burano (po romsku "burza"). Charyzmę sceniczną miał niesamowitą, nie zawsze jednak wiadomo było w jakim języku akurat śpiewa, co szybko stało się przedmiotem żartów (słynne "Ja kocham Lucziję, a ona mi ni"). Jego angielski przebój "Big Boogie Woogie" wrócił niedawno w filmie "Ida":

-Śpiewał on wtedy wprawdzie zamiast "big-bugi-ługi" – "Big-baga-łaga", ale publiczność przyjmowała to wszystko z olbrzymim aplauzem”- opowiadał kolega z zespołu Leszek Bogdanowicz.

Burano w wywiadzie odpowiadał dowcipnisiom:

-Mam prawo nie znać dobrze polskiego. (…) Moja praca jest bardzo przyjemna, ale żałuję, że nie mogę się uczyć. Przecież wciąż jesteśmy w drodze!

Po Rhytm&Bluesie występował z legendami bigbitu: Czerwono-Czarnymi i Niebiesko-Czarnymi. Ci ostatni, jako pierwsi rock’n’rollowcy zza Żelaznej Kurtyny, wyruszyli na tournée po Zachodniej Europie, co było preludium do zagranicznej kariery Michaja Burano. W 1968 zawiązał supergrupę Burano&Leske Rom, w skład której wchodzili muzycy Dżambli i Breakoutu. Z nimi śpiewał już głównie w romani, a teksty pisał mu Jerzy Ficowski.

O życiu w Szczecinie zaraz po wojnie można by nakręcić zarówno western jak i postapokaliptyczny horror. Wypędzano Niemców, po alianckich nalotach skala zniszczeń była nieomal taka jak w Warszawie, po zmierzchu ludzie nie wychodzili z domów na ulice opanowane przez uzbrojone bandy szabrowników.

Jednocześnie do miasta zmierzały pociągi przesiedleńców, pełnych nadziei na lepsze życie na tym "Dzikim Zachodzie". Pierwszy polski girlsband – Filipinki tworzyły właśnie córki tych pionierów, repatriantów z Wilna czy Kazachstanu, wszystkie urodzone około 1945 roku. Wśród nich znalazła się Niki Ikonomu, córka uchodźców politycznych z Grecji, gdzie w 1949 roku władzę przejęła wojskowa junta.

O doświadczeniach greckiego dziecka w Zgorzelcu opowiadał w wywiadzie dla "Gazety Wyborczej" Milo Kurtis:

-Z Grecji uciekały setki tysięcy osób, wśród nich moi rodzice. Matka była śpiewaczką operową, ojciec profesorem. Komunistą, ale antystalinowskim. Bo grecka lewica była podzielona na obóz paryski i moskiewski. Polacy z tej rzeki uchodźców przyjęli 15 tys. ludzi. To dużo. I zapewnili Grekom niesamowitą opiekę. Mieliśmy tutaj szkolnictwo greckie, swobodnie uczyliśmy się języka, historii, geografii, filozofii.

Ojciec pisał podręczniki dla tych szkół i je organizował. Jako dzieciak miałem pod górkę, bo nie chodziłem na religię. "Ty Żydzie" - słyszałem za plecami. "Nie jestem Żydem, tylko Grekiem" - odpowiadałem. Ale i tak mnie lali.

Życiorysy greckich muzyków wychowanych w Polsce są antytezą stereotypu, jakoby Grecy byli z natury leniwi. Na przykład Apostolis Anthimos: od 1971 roku w klasycznym prog-rockowym zespole SBB, wcześniej nagrywający z Niemenem, później choćby z Tomaszem Stańko. Jorgos Skolias, który współpracował między innymi z Krzakiem, Tie Break, Young Power i Cracow Klezmer Band. Albo cytowany Milo Kurtis.

Ten ostatni artystyczne CV ma tak bogate, że można by obdzielić nim kilku wykonawców. Zaczynał w awangardowej Grupie w Składzie, swoje fascynacje muzyką etniczną rozwijał w Osjanie i w założonym z Wojciechem Waglewskim Ya-Sou, z Markiem Jackowskim zakładał Maanam, kładł kamienie węgielne pod historię polskiego reggae na pierwszych płytach Izraela. Jakby tego było mało, to grał z Voo Voo, punkowym Deuterem, funkową Zgodą, yassowym The Users… W przytaczanym wywiadzie, zapytany czemu nie zamienił Polski na rodzinną Grecję, gdy już miał ku temu możliwość, odpowiedział:

-Gdyby mi wystarczało granie na buzuki w knajpie, to może bym tam zamieszkał. Ale ja gram muzykę otwartą, awangardową. W Grecji mógłbym mieć najwyżej kilka koncertów w roku, może by się uzbierała pełna sala. A w Polsce mogę grać, ile chcę. Tutaj jest najlepsza publiczność na trudniejszą sztukę. Każdy amerykański jazzman ci to powie.

ks

 


Komentarze

Podobne informacje

Do zobaczenia w Muzeum Warszawy!

Do zobaczenia w Muzeum Warszawy!

2017-05-16 07:48:26

11 zmodernizowanych zabytkowych kamienic i nowa wystawa główna „Rzeczy warszawskie” niedługo zostaną otwarte dla publiczności. W ostatni weekend maja na warszawiaków i turystów czekać będą liczne atrakcje.


Noc Muzeów w Kancelarii Premiera

Noc Muzeów w Kancelarii Premiera

2017-05-15 20:38:44

Zobacz, jak witani są w Kancelarii Premiera prezydenci i premierzy z całego świata, weź udział w konferencji prasowej, poczuj się jak światowy przywódca. Podczas Nocy Muzeów w Kancelarii Premiera na żywo zobaczysz to, co na co dzień oglądasz w telewizji. Zapraszamy już w najbliższą sobotę (20 maja) od godz. 19.00.


[VIDEO] Dni Koszalina 2017: Red Lips i Cugowscy

[VIDEO] Dni Koszalina 2017: Red Lips i Cugowscy

2017-05-15 07:53:33

Koncert z okazji Dni Koszalina: Red Lips i Cugowscy już 19 maja wystąpią w Koszalinie. 


Kup bilet do teatru za 500 groszy!

Kup bilet do teatru za 500 groszy!

2017-05-12 21:16:44

W sobotę, 13 maja, po raz trzeci obchodzić będziemy Dzień Teatru Publicznego. Z tej okazji 97 teatrów z 38 polskich miast przez cały tydzień – aż do 20 maja – zagra spektakle „za grosze”. Dokładnie za 500 groszy. Sprzedaż rozpocznie się 13 maja i będzie prowadzona wyłącznie w kasach teatrów.


Łódź: II Forum Kobiet NSZZ Solidarność 9-10 czerwca 2017 roku

Łódź: II Forum Kobiet NSZZ Solidarność 9-10 czerwca 2017 roku

2017-05-11 14:22:45

Krajowa Sekcja Kobiet NSZZ „Solidarność” wraz z Regionalną Sekcją Kobiet Ziemia Łódzka NSZZ „Solidarność” zapraszają na II Ogólnopolskie Forum Kobiet NSZZ „Solidarność” pod hasłem: „KOBIETA ŁĄCZY POKOLENIA”. Forum odbędzie się W dniach 9 – 10 czerwca br. w Łodzi w Centralnym Muzeum Włókiennictwa (tzw. Biała Fabryka) przy ul. Piotrkowskiej 282.


Instalacja Roberta Rumasa na Starym Rynku

Instalacja Roberta Rumasa na Starym Rynku

2017-05-09 07:48:22

W ramach wrześniowego Festiwalu Łódź Czterech Kultur na Starym Rynku pojawi się autorska instalacja Roberta Rumasa, znanego i cenionego polskiego artysty. Instalacja powstawać będzie w łódzkich zakładach i zamontowana zostanie tuż przed rozpoczęciem festiwalu, czyli 8 września br.


Hip-hop na Warsaw Challenge 2017

Hip-hop na Warsaw Challenge 2017

2017-05-06 09:04:29

Tegoroczna odsłona Warsaw Challenge zbliża się wielkimi krokami. W weekend, 13 i 14 maja, Fort Bema na Bemowie wypełni duch rywalizacji między najlepszymi światowymi tancerzami breakdance, zaś muzyczne emocje zapewnią występy legend rapu z Polski i USA.


Majówka w Muzeum Śląskim

Majówka w Muzeum Śląskim

2017-05-02 08:44:38

Zwiedzanie pokopalnianych budynków warsztatu mechanicznego i kuźni, wjazd na wieżę dawnego szybu„Warszawa II”, a tuż obok ćwiczenia jogi na świeżym powietrzu. W Muzeum Śląskim będzie można skorzystać z atrakcji dostępnych wyłącznie w sezonie wiosenno-letnim


Przyznano laury 10. edycji Nagrody Literackiej m.st. Warszawy

Przyznano laury 10. edycji Nagrody Literackiej m.st. Warszawy

2017-04-28 19:40:34

Stanisław Aleksander Nowak, Jerzy Kronhold, Grzegorz Piątek, Marcin Szczygielski i Magda Wosik zostali laureatami Nagrody Literackiej m.st. Warszawy dziesiątej edycji. Specjalne wyróżnienie - tytuł Warszawskiego Twórcy otrzymała Hanna Krall.


Stacja Falenica: Wiosenny Replay – Powtórkowy Przegląd Filmowy oraz przegląd twórczosci poetyckiej widzów!

Stacja Falenica: Wiosenny Replay – Powtórkowy Przegląd Filmowy oraz przegląd twórczosci poetyckiej widzów!

2017-04-28 11:30:54

Już w maju zaczyna się dwumiesięczny Powtórkowy Przegląd Filmowy – WIOSENNY REPLAY, w czasie którego zostaną pokazane najciekawsze filmy ostatnich miesięcy, które cieszyły się dużą popularnością, a niestety musiały zwolnić miejsce na ekranie kinowym innym produkcjom.